środa, 6 kwietnia 2016

Oneshoot "Q is Ren" NU'EST: JR x Ren

Notka: Cześć ^^ w sumie nie wiem co powiedzieć, więc...~


JREN

Ren (Choi Min-gi)

JR (Kim Jong-hyun)


Beta: Sadyine Chaeyeon Nelken

- Powiedz "aaaa~" - zaśmiał się Minhyun, gdy udało mu się przyciągnąć mnie na swoje kolana.

Nie było to znowu takie trudne, byłem tak strasznie głodny, że zjadłbym dosłownie cokolwiek, a hyung właśnie przyniósł ptysie, aczkolwiek widziałem w jego oczach, że jest z tego małego osiągnięcia naprawdę dumny.

Tak, więc postawił warunek, nakarmi mnie...albo nie dostanę niczego co przyniósł z cukierni.

Po promocji albumu byłem zawsze na tyle zmęczony, by nie mieć ochoty na żadne bezsensowne zabawy z resztą zespołu, głównie odpoczywałem słuchając Lady Gagi lub Beyonce, ale gdy zobaczyłem te świeżo robione ptysie, nie miałem już powodu się wzbraniać.

Gra była warta świeczki!

Minhyun zdecydowanie wiedział co robi.

- A~ - posłusznie mruknąłem, czekając aż podsunie mi pod usta słodycz, i gdy już był naprawdę temu bliski do jadalni zajrzał Jr, zapewne w poszukiwaniu przekąski. W drzwiach zatrzymała go jednak nasza nietypowa pozycja.

Zmierzył Minhyuna ponurym wzrokiem i odwrócił się na pięcie, opuszczając pomieszczenie.

Hwang jakby skamieniał, zdecydowanie nie przywykł do tego, żeby Kim patrzył na kogokolwiek z taką miną, zwłaszcza nie na niego samego...

Korzystając z okazji ugryzłem ptysia, który był zaledwie dwa centymetry os moich ust i już ręką zgarnąłem z talerzyka dwa kolejne.

Uśmiechnąłem się zwycięsko i wyszedłem z kuchni. Poszedłem prosto do sypialni, którą dzieliłem z raperem.

Było już dobrze po 24-tej, więc Jonghyun postanowił zapewne udawać, że już śpi, bo leżał tyłem do drzwi na naszym dwuosobowym materacu.

Nic nie powiedziałem, znałem go zbyt dobrze, by uwierzyć, że potrafi zasnąć w dwie minuty.

Położyłem się obok niego, kładąc ptysie na pościeli przy poduszce po drugiej stronie mojej głowy.

Z jeszcze szerszym uśmiechem przysunąłem się tak blisko mojego chłopaka jak to było możliwe. Owiałem jego szyję gorącym oddechem, i podwinąłem delikatnie t-shirt, by poczuć jak spina wszystkie mięśnie brzucha, czując dotyk moich wiecznie zimnych dłoni, którymi objąłem go w pasie.

Westchnął, więc pocałowałem go w kark. Tym razem obrócił się do mnie.

Sięgnął moich ust i nie odsuwał się przez kilka minut. To właśnie w nim kochałem, tak bardzo potrafił się ze mną zgrać, że nie chciałem przerywać żadnego pocałunku nawet na moment, by chociażby zaczerpnąć tchu.

Spojrzałem mu w oczy, był zdecydowanie spokojniejszy, tylko oddech miał przyspieszony...Ja zresztą też.

- Musisz mi to robić? - Zapytał cicho.

Spojrzałem na niego pytająco, naprawdę nie miałem pojęcia o co mnie tak właściwie pyta.

- Nie odsuwasz go, gdy się do ciebie zbliża. Ba, nawet go zachęcasz! Myślisz, że tego nie widzę? Że mi z tym łatwo? - Sprecyzował, krzywiąc się nieznacznie.

- Do jakiegokolwiek działania zachęcam tylko ciebie - postawiłem sprawę jasno.

- Nie byłbym tego taki pewien...

- Jonghyunnie, kochanie, to tylko twoja wyobraźnia - uśmiechnąłem się. - Od zawsze mnie rozpieszczacie, ale ostatnio zacząłem trzymać się bliżej Minhyuna, bo wiem że to drażni Baekho - zachichotałem. - Ma jakiś kompleks młodszego braciszka, więc mamy niezły ubaw z jego reakcji...

- Rozumiem...naprawdę rozumiem...w końcu jesteśmy zespołem i czymś w rodzaju rodziny...ale mam wrażenie, że jesteście, mimo wszystko, za blisko siebie.

Parsknąłem śmiechem.

- Nie no co cię tak bawi? - sam zachichotał.

- Co pół roku przechodzę z tobą to samo! - Jęknąłem, w rozbawieniu. - Co sześć miesięcy jestem za blisko z Baekho, Aronem, Minhyunem, znowu Aronem, czasem z fanami, kolejny raz z Aronem, lub menagerem, zaraz dojdziemy do CEO Pledis! - śmiałem się w najlepsze.

- Oj - próbował mnie uciszyć, ale coś mu nie szło, bo nadal chichotałem w najlepsze. - Jestem po prostu zazdrosny! - Jęknął.

- To co mam zrobić, żebyś nie był? Gdy nie ma o co - Opadłem, wykończony napadem śmiechu, na materac.

- Mi też pozwalaj na takie gesty... - Spłonął rumieńcem, a ja wpadłem na lepszy pomysł.

- A może, to ja zacznę je wykonywać? - Uśmiechnąłem się pod nosem i podsunąłem mu do ust ptysia. - Powiedz "aaa~"

Jr chwilę patrzył się na mnie w milczeniu, ale ostatecznie zakopał się w pościeli.

I tak źle, i tak niedobrze!


piątek, 12 lutego 2016

Oneshoot "Words to say" VIXX: Leo x N

Beta: Sadyine Chaeyeon Nelken 


Nie mogłem spać. Z nerwów zacząłem przygryzać wargi, aż te zaczęły krwawić. Niechętnie więc wstałem i szybko przeszedłem do łazienki, nie chciałem nikogo obudzić, nie teraz, gdy w końcu po tylu latach zdobyłem się na to, by wyznać mu co do niego czuję. Jedynym, który miał się tej nocy obudzić, by to usłyszeć, miał być Leo.




Otworzyłem oczy, gdy trzask drzwi zakończył mój sen, usłyszałem też szybkie kroki w korytarzu. Nadąłem policzki i westchnąłem, obróciłem się na drugi bok i zrozumiałem, że to lider postanowił zarwać noc. Powinien spać, ostatnio chodził jakiś nerwowy i nie wyglądał najlepiej... Do tego stopnia, że ja sam spędzałem długie godziny, rozmyślając o tym co może zaprzątać mu myśli. 




Przemyłem twarz zimną wodą, ignorując dreszcze wywołane nagłą zmianą temperatury. Usta też dokładnie przemyłem, a potem posmarowałem kremem. Ze znużeniem przyjrzałem się swojemu odbiciu, miałem okropnie podkrążone oczy... Wyznam mu uczucie, będąc w takiej formie?




Chwilę stałem przed drzwiami łazienki, aż te otworzyły się z lekkim rozmachem, a lider niemalże na mnie wpadł. 
- Leo!! - pisnął i szybko odsunął się ode mnie, lekko w głąb wyłożonego kafelkami pomieszczenia. - Co tu robisz? To znaczy czemu nie śpisz, jest druga w nocy... - sprostował. 




Dopiero, gdy na niego wpadłem, uświadomiłem sobie... że w dalszym ciągu nie byłem gotowy! Nie mogłem nawet spojrzeć mu w oczy, a co dopiero wyznać coś, co starałem się w sobie zdusić przez tyle lat!




Otworzyłem szerzej oczy, gdy ten nagle zaczął dużo szybciej oddychać. Odgarnąłem mu delikatnie włosy i uśmiechnąłem się uspokajająco. 
- Hakyeonnie, spokojnie... Co się stało? - przyjrzałem mu się jeszcze uważniej i chwyciłem go za dłoń, wyprowadzając z łazienki. 




Wbiłem wzrok w nasze splecione ręce, ale odpowiedziałem już znacznie spokojniej.
- Nie mogłem spać i zgłodniałem, więc uznałem, że nie ma co bezczynnie leżeć... Znajdę sobie jakieś czipsy i wracam do pokoju, nie przejmuj się.




- Zaraz ci coś przygotuję - odetchnąłem z ulgą, widząc że to jednak nic wielkiego. - Ken zrobił wczoraj zakupy, więc to może być cokolwiek. Na co masz ochotę?




W tym momencie faktycznie poczułem głód, ale nie chciałem, żeby przeze mnie siedział za długo w kuchni w środku nocy....
- Ramyeon byłoby okay. 
- Kimchi  ? - upewnił się.
- Mhm - pokiwałem głową i usiadłem przy stole. 
Nerwowo bawiłem się palcami, kiedyś przebywanie z nim sam na sam nie przysparzało mi większych problemów, ale od kiedy zacząłem zastanawiać się nad wyznaniem mu uczuć, stało się to dla mnie okropną mordęgą. Miałem również wrażenie, że pozostali członkowie zespołu doskonale wiedzieli z czym się zmagam i mieli z tego niezły ubaw. 




Wyciągnąłem makaron, przyprawy, jajka z lodówki... Kątem oka nadal mu się przyglądałem. Był najważniejszą osobą w moim życiu, kimś z kim chciałem być już na zawsze*, oczywiście nie mogłem mu tego powiedzieć, ale bolało mnie to że coś przede mną ukrywał. 
- N... Proszę, powiedz mi o co chodzi. Przecież wiesz, że zawsze jestem po twojej stronie i nie zrobiłbym nic co mogłoby zaszkodzić naszej przyjaźni... Proszę. 




Wstałem od stołu i podszedłem do niego z ociąganiem, miał rację. Zasługiwał na to, by wiedzieć. Nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic, jeżeli chcemy, by nasza przyjaźń była wystarczająco silna by przetrwać lata... To znaczy ja nie powinienem. On zawsze był ze mną zupełnie szczery.



- Leo yah... T-Taekwonnie... - zadrżał mi głos, czym najprawdopodobniej zmartwiłem go jeszcze bardziej, bo zmarszczył delikatnie czoło. - Uwierz, próbowałem sam się z tym uporać, ale to mnie przerosło. Kocham cię, Taekwoonie. Naprawdę cię kocham i nie jak przyjaciela lub brata... Kocham cię od naszego pierwszego spotkanie, gdy mieliśmy 19 lat... 




Na chwilę odebrało mi mowę, a potem.... zaśmiałem się, przez co cofnął się o krok, źle interpretując moją reakcje. Przysunąłem się do chłopaka, wsunąłem palce w jego włosy, po drodze zahaczając o jego wargi i kości policzkowe, i objąłem go delikatnie.
- Skoro mnie kochasz, dlaczego pozwoliłeś i mnie męczyć się z tym uczuciem tak długo? 
Tym razem to on głośno się zaśmiał...



- Więc niepotrzebnie tak się bałem? - zapytałem z niedowierzaniem.



- Zupełnie niepotrzebnie - przyznał, całując mnie w obnażoną szyję, jakby nie mogąc się dłużej powstrzymać.



Sięgnąłem jego ust, w końcu ja też powstrzymywałem się przed zrobieniem czegokolwiek w tę stronę przez całe 6 lat. Nie spodziewałem się, że zwykły pocałunek przerodzi się w coś tak namiętnego, że wokalista bezzwłocznie zaniesie mnie do sypialni...




Przyparłem go do wewnętrznej strony drzwi od pokoju i zszedłem wargami na jego obojczyk.
- Ekhem - ktoś chrząknął, a ja zamarłem. -... Leo, może moglibyście... to dokończyć innym razem? 
Za moimi plecami siedzieli na matach do spania Ravi, Ken, Hongbin i Hyuk i zasłaniali się kołdrami, próbując ukryć rozbawienie. 



* Leo faktycznie powiedział bardzo podobne zdanie, podzieliłam je tylko na pół

poniedziałek, 8 lutego 2016

Oneshoot "Secret" VIXX, NU'EST: Leo x Ren

Notka: Tak, nareszcie coś nowego!
Wiem, że ta para jest ciut z kosmosu (zwłaszcza, że kocham Neo no i JRen is real af no, ale postanowiłam zaszaleć), no i sorki... to opowiadanie to nie majstersztyk, podczas pisania z trzy razy straciłam wątek xD  mam jednak nadzieję, że komuś się spodoba ^^

Następne co dodam to pewnie oneshot z Neo lub Koibito Hajimemashite... Lub HunHan, jeżeli dokończę, ewentualnie coś z Avanchick / Kiryu lub yuri oneshot z Rei i Rie z Ladybaby!



Beta: Sadyine Chaeyeon Nelken




Leo

Ren


<--- Wiesz, że dłużej tego nie wytrzymam... Planujesz coś z tym zrobić?

---> To nie takie łatwe, obaj dawno temu dokonaliśmy pewnych wyborów

<--- Wtedy się nie znaliśmy, skąd mogłem wiedzieć, że będąc w Nu'est za nic nie będę mógł się z tobą spotkać publicznie? Wtedy nie wiedziałem nawet o twoim istnieniu! A dzisiaj nie mogę bez ciebie wytrzymać! 

<--- Może to brzmi dziecinnie, ale ciągle czuję się niepewnie, bo nie wiem z kim jesteś, ani co robisz...

---> Nie wiem co mogę z tym teraz zrobić...

---> Wiem, że gdyby nasze zespoły oficjalnie się gdzieś spotkały najprawdopodobniej byłoby prościej, ale nadal 'przyjaźń' z taką różnicą wieku jest w Korei nietypowa...

Rozumiałem go, ja również miałem dosyć tego, że nasz kontakt był maksymalnie ograniczony i musieliśmy się z absolutnie wszystkim co dotyczyło tej znajomości ukrywać.

---> Min-gi?

---> Nie obrażaj się na mnie, przecież wiesz, że robię co mogę. Namawiałem nawet menagera na wydanie singla w Japonii, a ty zdążyłeś z niej wrócić zanim my zaczęliśmy nad nim pracować. To naprawdę nie moja wina, że ciągle się mijamy

<--- Wiem

<--- Przepraszam, po prostu czasem mam gorsze dni, powinienem teraz ćwiczyć układ, a zamiast tego się na tobie wyżywam

Chciałem już napisać, żeby nie przepraszał, gdy ten przysłał kolejną wiadomość, przez której treść oblał mnie zimny pot...

<--- Leo, ja wiem co czuje do ciebie Hongbin

Spojrzałem na visuala mojego zespołu, chłopak faktycznie wyznał mi miłość... kilka godzin temu, a ja nadal nie byłem zdolny mu nic odpowiedzieć. Wiedziałem też, że przez to, że siedzi tak blisko mnie, doskonale wie z kim i o czym rozmawiam. 

- Przepraszam, Hongbin, naprawdę... - szepnąłem w końcu i opuściłem salon, a następnie dorm. Nie zniósłbym jego smutku, nie teraz.

<--- Dlaczego nie odpisujesz?...

Taksówką byłem na miejscu w mniej niż pół godziny, szybko wdrapałem się po schodach prowadzących na ostatnie piętro budynku, zupełnie zignorowałem windę. 

Drzwi otworzył mi Aron, wydawał się być zdziwionym do granic możliwości, cóż, on nie miał pojęcia, że znam kogokolwiek z jego zespołu, a już na pewno nie wiedział o moim związku z magnae.

- Taek-woon hyung? - zapytał, unosząc w górę brwi.

- Przyszedłem do Rena, mogę wejść? 

- Rena? - uniósł brwi jeszcze wyżej, ale po chwili zreflektował się i wpuścił mnie do środka. - Jest w pokoju na piętrze, ostatni na prawo... - powiedział jeszcze i gdzieś odszedł wkładając do uszu słuchawki.

Ignorując ciekawskie spojrzenia reszty zespołu Mingiego wspiąłem się po schodach i otworzyłem właściwe drzwi. Magnae spał z telefonem w dłoni, widocznie czekał na moją wiadomość, ale zmorzyła go senność... Ostatnio bardzo ciężko pracował.

Odgarnąłem mu z czoła włosy, i właśnie dla takich chwil warto było walczyć o ten związek. 
Pocałowałem go i poczułem, że to odwzajemnia uśmiechając się delikatnie.

- Leo? - zaśmiał się, rozbudzając się całkowicie, gdy już się od niego odrobinę odsunąłem. - Co tu robisz?

- A jak myślisz? Od teraz... będę się bardziej starał, więc już się niczym nie martw...

Pierwszy raz pozwolił mi zostać w swoim dormie na noc, nie przeszkadzało mi nawet to, że przez jakaś godzinę musieliśmy znosić podsłuchujących chłopaków z zespołu, którzy uparcie stali po drugiej stronie drzwi. 

środa, 30 grudnia 2015

Oneshoot "You know me so~ well!" Arlequin, Pentagon: Kuruto x Minpha

Notka: Po zakończeniu roku szkolnego postaram się pisać więcej i szybciej, o ile wyobraźnia pozwoli! DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE!
Postaram się użyć proponowanych paringów, o ile pomysł na opowiadanie wpasuje się w ich wygląd/charakter ect. 
Teraz użyłam propozycji o Arlequin, mam nadzieję, że sam Kuruto wystarczy ;D


Minpha & Kuruto
         
Minpha
       



Beta: Sadyine Chaeyun Nelken



Prawdę mówiąc niewiele się znaliśmy, można by rzec, że niemal wcale. Byliśmy w innych zespołach i mieliśmy zgoła odmienne zainteresowania. Różowowłosy miał tony przyjaciół, z którymi kochał się spotykać, kosztem wolnych dni, których nie poświęcał zespołowi. Ja, kiedy miałem chwilę czasu dla siebie, zaszywałem się w domu z moją gitarą oraz alkoholem i pod jego delikatnym wpływem próbowałem komponować nowe piosenki... 

Nie ważnie jak to zabrzmiało, ważne jest to, że ta metoda nigdy mnie jeszcze nie zawiodła. Przez to wyznanie samo nasuwa się pytanie, co ja w takim razie robię na próbach... Odpowiedź jest prosta. Udaje, że jestem takim geniuszem, że melodię skomponowaną w niedzielę przed zgrzewką piwa stworzyłem na spotkaniu w sali przed oczami kolegów z zespołu! Jeszcze bardziej zaskakujące i zabawne jest to, że żaden nic nie podejrzewa i naprawdę sądzą, że jestem po prostu niesamowity!

Z kolei wspomniany powyżej chłopak, na próbach siedzi i sumiennie współpracując z całym zespołem zapisuje wszystkie pomysły, a następnie nadal przy pomocy wszystkich członków wymyśla idealną melodię dla swojego instrumentu.  Nawet przy komponowaniu nasze metody są, były i będą zupełnie inne!

Minpha, bo taki pseudonim nosi mój nowy ukochany, i ja byliśmy razem dopiero od niespełna tygodnia. Wbrew pozorom naprawdę mi na nim zależało, miałem nadzieję, że mu na mnie też. Nie wyobrażam sobie innego powodu, dla którego zgodziłby się ze mną chodzić mając tylu innych znajomych. Basista niespełna siedem dni temu usłyszał wykrzyczane przeze mnie w dość nieprzemyślany sposób słowa "kocham cię!". W tamtym momencie nie byłem pewien czy dobrze robię, bo poznaliśmy się naprawdę niedawno i to tylko dlatego, że graliśmy razem koncert w jednym z klubów. Ku mojemu zdziwieniu chłopak zaśmiał się, przytulił i zapytał z lekkością i bez skrępowania, czy w takim razie chciałbym z nim zacząć chodzić. 

Przez ten krótki czas nie zdołaliśmy się o sobie dowiedzieć jakoś szczególnie dużo, nie całowaliśmy się jeszcze nawet... Po prostu czułem się dobrze przebywając z nim i wiedząc, że należy tylko do mnie. Nie chciałem się śpieszyć, mimo że nie widziałem, żeby różowowłosy jakoś specjalnie się przed tym wzbraniał. Myślę, że ostatecznie zdał się na mnie i pozwolił to właśnie mi wybrać tempo. Byłem z tego faktu zadowolony, aż do teraz. 

Niemal z rozpaczą przemierzałem po raz setny długi hol w centrum handlowym położonym niedaleko mojego domu. W tym momencie oddałbym wszystko za możliwość cofnięcia czasu, by wprosić się na noc do jego domu i przynajmniej porządnie przeszukać jego łazienkę bądź sypialnię. Dopiero w sklepie zorientowałem się jak mało istotnych rzeczy o nim wiedziałem, a przecież musiałem mu kupić jakiś prezent i to na dzisiaj! Okazja swoją drogą też była niczego sobie. Minpha kończył 21 lat, w takiej sytuacji po prostu nie mogłem kupić byle czego. Chciałem, żeby ucieszył się z prezentu! 

Nie chciałem mu kupować nowego instrumentu lub akcesoriów, ponieważ to kojarzyło się głównie z pracą, pomijam już to, że niczego mu nie brakowało. Obstawiałem, że wystarczająco dobrym prezentem będzie element garderoby... Sam lubiłem ubrania i wydawały mi się najbardziej neutralnym podarunkiem z takiej okazji. Zawędrowałem więc do galerii, ale mimo wydzwaniania do przyjaciół basisty oraz członków mojego zespołu nadal nie znalazłem tej właściwej dla niego rzeczy. 

Na pytanie "Jakie koszulki lub spodnie najbardziej lubi?" otrzymywałem wiele mówiącą odpowiedź "Takie różne"... 

Telefony do muzyków doprowadziły mnie do stanu absolutnej rozpaczy i wycieńczenia. Naprawdę miałem nadzieję, że okażą się bardziej pomocni lub pomysłowi...

Pełen wielu sprzecznych uczuć koniec końców wszedłem do jednego z dwóch sklepów, które wydawały mi się pasować stylem zaopatrzenia do gustu solenizanta. Wybrałem najładniejszą i zarazem najdroższą koszulkę z krótkim rękawem, a następnie rozluźniając się trochę ruszyłem w kierunku jego domu. Co prawda planowałem kupić coś bardziej niezwykłego, ale naprawdę bałem się, że przesadzę z jakimś elementem i prezentu nawet po domu nie będzie skory nosić... 

Pod jego drzwiami stałem jakieś pięć minut, dopiero potem ośmieliłem się zapukać, Minpha zgodnie z umową miał czekać na mnie u siebie. Zanim pojawiłem się w jego klatce wstąpiłem po mała torebeczkę i urwałem cenę z koszulki jaką zakupiłem. Chłopak otworzył niemal od razu, przeczesując palcami długie włosy. 

- Jesteś wreszcie! - uśmiechnął się, zapraszając mnie gestem do środka.

Dopiero, gdy przekroczyłem próg jego mieszkania i nie było już odwrotu, bo drogę ucieczki zagrodziły mi zamknięte na zamek drzwi, zauważyłem w co był ubrany. Basista miał na sobie dokładnie tę samą rzecz jaką mu kupiłem. Miałem ochotę wybiec i już nie wrócić, ale naprawdę było na to za późno. 

Chłopak chyba zauważył moją nietęgą minę, bo przekrzywił głowę.

- Wszystko w porządku? Ke-chan, słuchasz mnie? - zapytał.

- A... Tak, tak - odłożyłem torebkę na stół w salonie i obróciłem się do niego, próbując zakryć ją swoim ciałem. - Wszystkiego najlepszego, kochanie - przytuliłem go do siebie, obracając tak, że stał teraz najbliżej prezentu, jednak plecami do niego. 

- Dziękuję, ale Kuruto - westchnął. - Napewno wszystko w porządku? Dziwnie się zachowujesz - mruknął z wyrzutem i obrócił się w stronę stołu. - Zobaczmy co tam dla mnie masz...

Cofnąłem się o krok i spuściłem wzrok, gdy wyciągał bluzkę.

- Ne, ne - powiedział, zwracając na siebie tym samym moją uwagę. - Czyż nie są takie same? - przyłożył prezent do swojego torsu.

- Wydaje ci się...Hehe...

- Kuruto... - nie dokończył, bo zaczął się śmiać. - Dziękuję, naprawdę mi się podoba.

- Jak to? Naprawdę? Przecież... - odezwałem się zakłopotany. 

- Naprawdę, właściwie to najlepszy prezent jaki mogłeś mi dać... - przysunął się bliżej mnie i ujął moje ręce w swoje dłonie. - Lepiej mnie poznać w tydzień nie mogłeś  - zaśmiał się po raz kolejny tego dnia. 

Stanął na palcach i złożył na moich ustach zaskakująco nie niewinny pocałunek, bardzo chciałem kontynuować, ale odsunął się na parę centymetrów. 

- Też cię kocham - wyznał ostatecznie z zawadiackim uśmiechem na twarzy.

Tym oto krótkim lecz wiele znaczącym zdaniem, wzbudził we mnie wątpliwości, czy brak pośpiechu to w naszym wypadku właściwa droga... Może to jednak on od samego początku powinien ustalać tempo?

poniedziałek, 23 listopada 2015

Oneshoot "Yakimochi" The GazettE: Reita x Ruki


Notka: Pisane w nocy, więc krótkie ;d Szkoda, że pod poprzednim postem doczekałam się zerowego odzewu - przez to nie chce mi się nawet myśleć o pisaniu </3


Beta: Sadyine Chaeyeon Nelken






Czy ktokolwiek z was zastanawiał się może kiedykolwiek nad zjawiskiem zazdrości? Popularny słownik internetowy, do którego właśnie zaglądam kątem oka definiuje to pojęcie jako uczucie, odczuwane w sytuacji frustracji, gdy znany jest obiekt zaspokajający potrzebę i osoba posiadająca ten obiekt. Uważane zazwyczaj za coś złego, w swojej łagodniej formie może być motywacją do działania.

No cóż nie mogę się z tym nie zgodzić, bo gdy w szkole jesteśmy delikatnie zazdrośni na przykład o najlepszego ucznia w roku i dążymy do tego, by na kolejnych testach przebić jego wynik jest to oczywiście czymś absolutnie dla nas i naszej przyszłości pozytywnym... Niestety ja właśnie w tej chwili dawałem przykład tej negatywnej strony owego uczucia.

Zagryzając wargi siedziałem nienaturalnie wyprostowany w czarnym, skórzanym fotelu. Byłem pewien, że emanowałem furią na najbliższe kilka metrów, ale ta lalunia rozmawiająca z moim Reitą zdawała się być w niego zbyt zapatrzona, by dostrzec, że nie znajdują się w pomieszczeniu sami.

By ochłonąć i nie rzucić się na nią z zamiarem wyrwania jej tych ślicznych włosów z głowy zacząłem rozmyślać dlaczego tak w ogóle zawsze byłem zazdrosny o kobiety...

Czy sądziłem, że Reita w swojej biseksualności trwa tylko i wyłącznie z mojego względu, a gdyby mnie nie było to uganiałby się tylko za dziewczynami?

Uważałem się za lepszego od każdego innego pasywa i swoją pozycję uznawałem za całkowicie bezpieczną i pewną?

A może podświadomie od zawsze chciałem być kobietą i czegoś im zazdrościłem.... Jak chociażby inna, być może bardziej pociągająca budowa ciała?

Nie byłem pewien czy chciałem znać odpowiedź na którykolwiek z tych pytań, to mogłoby rodzić ich więcej, a każda z kolejnych odpowiedzi prowokowałaby następne pytania i skończyłbym gapiąc się w ścianę, przegapiając jak Reita odchodzi sobie na stronę by porozmawiać z kolejną dziunią od siedmiu boleści.

Ta była nawet bardziej odstawiona od poprzedniej, tak więc z całego serca zapragnąłem, by zaraz po wyjściu z wytwórni została potrącona przez jakiś szaleńczo rozpędzony samochód.

Zacisnąłem dłonie w pięści i wstałem od razu do nich doskakując, gdy przytulili się na dość długi czas.

JAK ON ŚMIE?! JESTEM TUZ OBOK!

- EKHEM! - Odchrząknąłem głośno, stając koło basisty.

- Mh? - Mruknął pytająco nie odsuwając się od niej nawet na milimetr.

W tym momencie myślałem, że naprawdę go zabiję i sam skończę na tej pieprzonej Wikipedii niestety w rubryce "mordercy w afekcie". Lecz sekundę po tym braku wyczucia ze strony chłopaka pałeczkę przejęła owa dziewczyna. Uśmiechnęła się lekko i przytuliła również mnie, co totalnie zbiło mnie z tropu.

- Kochanie, to moja siostra Ayana, przyjechała dzisiaj do Tokyo razem z kuzynką...Hm... Była tu przed chwilą, ale gdzieś mi zniknęła... No cóż, ją poznasz później - usłyszałem zza pleców w dalszym ciągu obejmującej mnie kobiety.

....Ach...A więc to zazdrość ma wielkie oczy...